Taki spokój jak na morzu,
Zamarznięte brzegi tną
Nić łączącą czarną otchłań
Z lekką, ludzką mgłą.
Księżyc już się nie odbija,
Tafla wody jest zbyt cicha.
Nie ma nic i gdy tak myślę,
Nawet szumu fal nie słychać.
Kiedy wiatr jak nóż ostry
Dźgał w policzki, łzy wyciskał,
A nie deszcz już, lecz zabójca
Wstęgą śmierci mocno ściskał,
Kiedy sztorm tak łamał wpół
Wszystkie maszty, żagle rwał,
To przynajmniej człowiek czuł
Że cel jakiś w życiu miał.
Ból przyjmował jak zwycięstwo,
Które siłę wzmagać ma
Żeby jeszcze mocniej kochać!
Teraz się już tylko trwa.
Zamarznięte brzegi tną
Nić łączącą czarną otchłań
Z lekką, ludzką mgłą.
Księżyc już się nie odbija,
Tafla wody jest zbyt cicha.
Nie ma nic i gdy tak myślę,
Nawet szumu fal nie słychać.
Kiedy wiatr jak nóż ostry
Dźgał w policzki, łzy wyciskał,
A nie deszcz już, lecz zabójca
Wstęgą śmierci mocno ściskał,
Kiedy sztorm tak łamał wpół
Wszystkie maszty, żagle rwał,
To przynajmniej człowiek czuł
Że cel jakiś w życiu miał.
Ból przyjmował jak zwycięstwo,
Które siłę wzmagać ma
Żeby jeszcze mocniej kochać!
Teraz się już tylko trwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz