układam nas krok po kroku
niewinnie bawiąc się wstydem
i jeśli przystaniesz, to ujrzysz
moje modlitwy gorliwe
w iluzji, jak w pierzu, jak w wodzie
tulona tym, co wymyślam
tęsknię mocniej i nadal
czuć chcę Cię w zwykłych zmysłach
nigdy mnie nie zostawisz
grać będziesz zawsze gdzieś w kącie
nie porzucę nigdy tego
co wschodzi na horyzoncie
i nawet gdy słońce zajdzie
zniknie za zbyt marną linią
gdy Twoje ręce gorące
zajmą się skórą inną
nie puszczę Cię, nie przestanę
czytać nas w ciepłym świetle
za dużo poprzestawiałeś
chociaż nie mamy się jeszcze
wyrwałeś mnie swoim głosem
z bezdennych realiów mnie samej
prowadząc po krzywej linii
do pierwszej i zakochanej
więc kiedy zacznie coś kipieć
gdy z parą ulecisz w niebyt
nie ruszę się już, zostanę
widząc wszystko, co wtedy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz