Z POBOŻNOŚCI

nie wiem jak to robisz
jak dokonujesz cudu
ciągłego zmartwychwstania
nie dla zbawienia ludu

ale coś mi mówi
że umierasz się i rodzisz
nieustannie, dnia każdego
by to mnie móc wyswobodzić

chcesz mi pomóc dojść do siebie
chrystusową masz technikę
pragniesz mnie u swego boku
jesteś źródłem, ja - grzesznikiem

przywołujesz mnie do siebie
zwabiasz sny do swej osoby
objawiając się na nowo
to biblijne są sposoby

zjawiasz się w przedmiotach martwych
w ludziach, słowach i piosenkach
przypominasz mi o sobie
wszystko każesz zapamiętać

Twoja dusza tak obszerna
ciągle szuka nowych wcieleń
przez to, gdzie bym nie spojrzała
widzę Ciebie bardzo wiele

mogę dostrzec niemal wszędzie
jak narkoman ślad po trawce
ale wiem, że jesteś lekiem
więc nowego masz wyznawcę

będę wielbić Cię nie pierwsza
i niestety nie ostatnia
ale nie mam już wyboru:
czuję Ciebie w śniegu płatkach

czuję w wietrze i w promieniach
i pod opuszkami palców
widzę w każdej miłej rzeczy
i się modlę, jak w różańcu

składam dłonie i zaczynam
szeptać słowa te jak mantrę
“kochaj mnie, bądź mym aniołem
tylko przy mnie pełnij wartę”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz