pozostajesz nietknięty w bezśnie
nie ruszam naszych wspomnień płacząc
wszystko jest dobrze gdy zasypiam wcześnie
zanim oczy nocy cię zobaczą
gdy promienie rzeczywistości wstają
i powoli się budzę do działania
skrawki ciebie gdzieś z tyłu zostają
zapominam o bólu kochania
potem znowu zaczynam gdybać
myślę o tym, co mógłbyś zdziałać
ile razy mnie z zimna podrywać
obiecywać coś bliskością ciała
nawet gdy sobie powtarzam
że pozbyłam się mgły z mej przyszłości
budzę się i zauważam
jak stoisz nade mną w nicości
chciałabym wygnać Cię z siebie
i wreszcie odetchnąć tak czysto
lecz mój umysł chyba jest w potrzebie
pogrążania się w tym, co nie wyszło
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz