Podszedł do okna,
Cichym szeptem przerwał ciszę,
I parapet był już mokry,
Tak jak mokry był policzek.
I nie wiedział co powiedzieć,
Jak ma porozmawiać z Panem,
„Przecież Bóg to musi wiedzieć,
Że gdy szczęście odebrane,
Ból wyrywa z duszy dobro
I nie czeka na błaganie”
Tak pomyślał i przypomniał
Sobie chwile,
W których widział radość syna,
Gdy łapali motyle.
A Bóg porzucił Niebo
Czując to, co czuje Mędrzec,
Który zdaje sobie sprawę,
Że pożegnać jest najciężej.
I nie pytał go On o nic,
Tylko w czoło pocałował,
Rzekł, że to nie koniec,
Po czym wypowiedział słowa:
„Daję co początek nowy,
Być zrozumiał, Przyjacielu,
Życie jeszcze Cię zaskoczy
I pochowasz jeszcze wielu.
Ale przyjdzie taki dzień,
Najpiękniejszy w życiu Twoim,
Gdy porzucisz cały lęk
I staniesz przy boku moim,
Bramy niebios się otworzą,
Jak w rodzinnym domu drzwi,
I me dłonie znowu stworzą
Tych, do których miłość tlisz”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz