odchodzisz, bym mogła iść dalej
bym musiała zmierzać wytrwale
bym ujrzała każdą ranę na nowo
pożegnała się z niszczącą przygodą
jak narkotyk, kochanie, jak dragi
działałaś, a mój umysł był nagi
wżerała się we mnie ta mieszanka:
piękno, ból i goryczy szklanka
zamroczone myśli były w strzępkach
spadałam w otchłań i w cierpkich odmętach
patrzyłam ciągle jak z wolna umierasz
pozostało pytanie “co teraz?”
widziałam cię wszędzie i nadal
odnaleźć cię mogę w swoich śladach
widzę cię w lustrze cienkich linii
splecionych z tego, czego ludzie nie powinni
żyłam naszą cichą śmiercią
i sama stawałam się mordercą
z wolna paliłam wspólne drogi
bo zniszczyłyśmy mur, przekroczyłyśmy progi
pozwoliłam ci wtargnąć z impetem
w swoje serce, i poznałaś kobietę
która więcej zabiera niż składa w ofierze
i sama do sobie nie mówi szczerze
iluzje nigdy się nie zmienią
w prawdziwy oddech i ciepło pod pościelą
wyrwałyśmy fragmenty siebie nawzajem
i sine piekło nazwałyśmy rajem
stworzyłyśmy na wietrze, na piasku
naszą miłość i jesteśmy w potrzasku
smutek wpisał się w nasze spojrzenia
choć życie tonie w barwnych odcieniach
zapisałaś we mnie nową opowieść
i bardzo chciałabym dowieść
że można łamać zimne reguły
ale nic nie ustalono z góry
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz