JEDNOCZEŚNIE

jesteś moim wzlotem i upadkiem
wyrywasz mnie z siebie ukradkiem
nieświadomie plączesz mi znaczenie
słonych słów, w które wkładasz nowe tchnienie

nie poznaję swoich uczuć i szczegóły
które dawniej uwagę by przykuły
umykają konsekwentnie jak plany
o kochaniu i byciu kochanym

łączysz w sobie cały smutek, paranoję
nie przetrwalibyśmy długo we dwoje
zderzasz z sobą każdą iskrę i chwilę
szczęścia, jakby to był Twój przywilej

wpadam w obłęd będąc blisko, gdy nie jesteś
rwę sensowność, reguły i kreślę
drobne gesty znikające spod dłoni
ciche dni, które tylko głupiec chroni

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz